Mam 25 lat. Jestem zaręczona z Arturem Warnerem. Od roku mieszkamy razem i razem wychowujemy trójkę dzieci. Najstarszy jest tomek. Ma 16 lat i jest moim przyrodnim bratem. Kolejne dziecko to Mateusz, 10 letni brat Artura, również przyrodni. Najmłodsza jest dziewczynka, Klaudia. Ma 3 latka i jest córka Artura. Oboje pochodzimy z rozbitych rodzin. Moi rodzice rozwiedli się gdy miałam 8 lat. Mama zaczęła pic i nie interesowała się mną. Ojciec założył nowa rodzinę i przez jakiś czas był w porządku. Gdy zmarła jego zona zmienił się nie do poznania. Znęcał się nad 6 letnim Tomkiem. Mną zaopiekował się wuj mieszkający 200 kilometrów od matki i ojca. Wracałam jednak tam żeby zobaczyć się z Tomkiem. Gdy chłopiec miał 12 lat zamieszkał ze mną. Trudno mu było przystosować się do normalnego życia. Było mi trudno zajmować się nim gdyż miałam kłopoty ze zdrowiem, chodziło o wrodzona wadę serca.
Z Arturem było inaczej. Choć jego rodzice rozwiedli się on miał szczęśliwe dzieciństwo. Mieszkał z ojcem w Anglii. W wieku 22 lat ożenił się. Jego zona opuściła go gdy Klaudia miała półtora roku.
Byłam tłumaczem. Siedziałam w biurze i tłumaczyłam jakieś dokumenty gdy do gabinetu wszedł Artur. Spojrzałam na niego i od razu powiedziałam
- powiedz od razu co tym razem zrobił tomek- przerwałam czytanie i patrzyłam na niego
- dlaczego uważasz…
- Artur po prostu mi powiedz- zażądałam
- przez półtora tygodnia wagarował. Dzisiaj do domu zadzwoniła jego wychowawczyni. Poszedłem z nim porozmawiać. Od słowa do słowa i w końcu mu wlałem. Wyszedł z domu. W poniedziałek jesteśmy umówieni z jego nauczycielka.
Spojrzałam bezradnie na Artura
- powiedz mi co ja robie źle- spytałam- staram się jak mogę, ale nic nie odnosi skutków. Wiesz ze on zaczął palić?
- to nie jest twoja wina. Ten dzieciak Az się prosi o silna rękę…
- dość tak traktował do ojciec, nie chce…- wytarłam łzy i powiedziałam szybko- mam nadzieje ze w końcu zrozumie ze mi na nim zależy
Tomek nie wrócił na noc. Zaczęłam się martwic. Rano, gdy chciałam odwieźć Klaudie do przedszkola zobaczyłam ze nie nie ma mojego samochodu. Zadzwoniłam do woja do malborka. Miałam nadzieje ze tomek jest tam. Nie było go. Po czterech dniach odchodziłam już od zmysłów gdy zadzwonił Heniek. Tomek był u niego. Wsiadłam do pociągu i pojechałam tam. Gdy dotarłam na miejsce była już noc. Weszłam do domu. Heniu jeszcze nie spal. Podeszłam do niego i przytuliłam się. Po chwili spojrzałam na niego i spytałam
- gdzie on jest?
- w twoim, teraz śpi. Dora nie bódź go, ty tez powinnaś wypocząć
- chce go tylko zobaczyć. Nie, ja go musze zobaczyć
Weszłam do pokoju w którym spal. Przez chwile patrzyłam na niego, poprawiłam mu kołdrę i wyszłam z pokoju. Usiadłam razem z Henkiem w kuchni i zaczęliśmy rozmawiać
środa, 1 kwietnia 2009
Subskrybuj:
Posty (Atom)